Przyjacielski sex. Zjawisko coraz bardziej powszechne. Pytanie, czy za każdym razem kończy się happy endem?- Jak dobrze móc się do kogoś przytulić, porozmawiać na istotne i błahe tematy, wyjść na zakupy… Jak dobrze posiadać kogoś, z kim można się całować, kochać, a nazajutrz zrobić mu śniadanie – powiedziała jakiś czas temu jedna z moich koleżanek.Stwierdziłam, ze się zakochała. W końcu, po dwóch latach samotności znalazła sobie faceta. Pomyliłam się.- Wiesz co? Tak de facto to my się nie kochamy. To oznacza, dobrze nam ze sobą, niemniej jednak jesteśmy bardziej kumplami niż parą. Może to dziwnie zabrzmi, niemniej jednak traktujemy się, jak przyjaciele, którzy ze sobą sypiają. Nie chcę wiązać się z nikim na stałe. On też nie – wytłumaczyła mi szczegółowo.De facto, zabrzmiało to dosyć dziwnie. Po dłuższym zastanowieniu uznałam jednakże, że to całkowicie sensowny układ, taki bez zobowiązań, problemów, zazdrości. Wertując różnorodne strony w Internecie nagle zaczęłam trafiać na artykuły związane z tym zjawiskiem. Jak się okazuje, jest ono całkowicie powszechne. Ze 100% pewnością, prym w wyzwolonej przyjaźni wiodą USA, ale i Europa zaczyna hołdować tej modzie.Jakie są jej plusy? Głównie niezależność dwojga ludzi. Kobiety i mężczyźni spotykają się, kiedy oboje posiadają na to ochotę. Niewymuszona wola sprawia, że ochotę posiadają relatywnie w bardzo wielu sytuacjach. Oprócz tego, jako że nie są parą, są ze sobą niesamowicie szczerzy. Rozmawiają na różne tematy, o marzeniach, byłych partnerach… Także sex wydaje się przyjemniejszy, bo żadne nie krępuje się mówić, co stwarza mu radość, a co niekoniecznie. Co więcej, wiedzą, że mogą na siebie liczyć. To daje im, ma możliwość nie 100-procentowe, niemniej jednak jednakże poczucie bezpieczeństwa. Stwarza, że nie czują się samotni. Mają się do kogo przytulić, przy kim zasnąć i obudzić. Zdają sobie sprawę także ze prywatnych wad i nie boją się o nich rozmawiać. Pozytywów tak specyficznego układu można wymieniać kilka. Tego rodzaju relacje sprawiają również, że informacje chłopcy i dziewczęta nie zamykają się na znajomych, otaczający świat, co zdarza się zakochanym, wpatrzonym jedynie w siebie, parom.I pewnie wszystko byłoby piękne, gdyby nie jeden szkopuł – miłość – słowo jakże piękne, acz utrudniające niekiedy życie. W czym rzecz? Doskonałym byłoby, gdyby taki nieformalny układ lub rozwiązał się sam, albo przerodził w coś więcej. W końcu miłość zbudowana na przyjaźni ma możliwość okazać się w szczególności trwałym tworem. Gorzej, gdy ,,zakochanie” pojawia się jedynie u jednej mężczyźni i kobiety. Pół biedy, gdy obiektem uczuć staje się ktoś spoza układu. Wówczas można powiedzieć sobie: dzięki, było fajnie, zostańmy cały czas dobrymi przyjaciółmi, niemniej jednak zrezygnujmy z sexu i czułości. Dlaczego? Bo mam kogoś innego”. Sprawa prosta, klarowna i bardzo uczciwa. Ale co, jeżeli już obiekt, to nawet jedna osoba inny, jak przyjaciel od sexu? Wtedy dopiero zaczyna się tragedia. Wybierając milczenie, jedna ze stron męczy się. Staje się poprzez to nieszczera, zazdrosna, zgryźliwa. Pała miłością, ale też szeregiem uczuć negatywnych. To powoduje konflikt, którego druga strona rozwikłać nie ma możliwość. No bo jak, skoro nie zna jego przyczyny? Jednakże, gdy zakochana osoba decyduje się wyznać miłość – musi mieć świadomość, że ten krok wcale nie musi być zakończony happy endem. Układ wszak mówił tyko o przyjaźni, o seksie i o niczym więcej. – ,,Ja cię nie kocham. Bardzo cię lubię, ale nic poza tym. Musimy się rozstać. Nie jestem wstanie dać kobiety i mężczyźni szczęścia” – może powiedzieć obdarowana uczuciem osoba.I co wówczas? Rozpacz, błaganie, płacz, prośby.- ,,Dobrze, nie kochasz mnie, niemniej jednak chociaż bądźmy razem. Proszę ,, – walczy zakochana.I nieistotne, jaką decyzję podejmie osoba ,,niezakochana”, zrani tę, która uczuciu się poddała. A co ważne, jak pokazują życiowe statystyki, cierpią przeważnie kobiety. Po prostu, tak już jest, że są one bardziej podatne na emocje, nastroje, uczucia.- Nie boisz się, że będziesz cierpiała? – spytałam po jakimś czasie koleżankę, z grubsza nakreślając jej moje przemyślenia.Spojrzała na mnie dziwnie, pobladła i drżącym głosem powiedziała: – Boję się. Bardzo się boję. Przywiązałam się do niego i cieszę się na prawie każde nasze spotkanie. Smutno mi, kiedy się rozstajemy. Nie kocham go. Prawdopodobnie. Nie, nie kocham na 100%, ale, o rany… Nie wiem, jak to należy powiedzieć. Zwyczajnie boję się, że się zakocham, a ma możliwość to już zaczyna się dziać?”.Zakończyła, a ja nie chciałam jej dłużej męczyć.Nie widziałam jej już dawno. Nie wiem, jak zakończyła się ta historia. Jedno jest niezbite, miłość jest na tyle nieprzewidywalna, że igrać z nią jest, łagodnie mówiąc, czymś nierozsądnym…